ZACHŁANNA MATKA

Ewa_001-420x294Później, w życiu zawodowym, utwierdza w nim poczucie krzywdy wynikające z tego, że nie jest należycie doceniane. Zachłanna matka utrwala między sobą a dziec­kiem układ specyficzny dla wczesnego dzieciństwa, w któ­rym dziecko jest osobą biorącą, a osoba dorosła — osobą dającą. A więc dziecko zachłannej matki nie uczy się naturalnej i niekalkulowanej potrzeby dawania, przesądza­jącej w wieku dojrzałym o stosunkach z bliskimi ludźmi, kształtujących się na zasadzie żywiołowych odruchów bra­nia i dawania, którym towarzyszy wiążące ludzi uczucie wzajemnej wdzięczności i partnerskiej równości. Mając wobec innych osób podobne oczekiwania jak wobec wszy­stkowiedzącej matki, dorosły już człowiek staje się niezdol­ny do utrwalania więzi uczuciowych z innymi ludźmi ani do prawidłowych reakcji na kierowane pod jego adresem potrzeby. Czuje się wśród ludzi samotny, nie doceniony i krzywdzony, a tym samym umacnia się jego jedyny związek uczuciowy, do którego jest zdolny. Spotkałam w życiu zarówno kobiety, jak i mężczyzn wychowanych przez zachłanne matki. Kobieta-dziecko znajdowała czasem w małżeństwie przedłużenie związku uczuciowego z matką, wiążąc się ze starszym od siebie, despotycznym mężczyzną. Zdarzało się jednak również, że po śmierci matki wegetowała bezradnie, samotna i nie znająca przyczyn swojej życiowej klęski. Losy chory mężczyzn-dzieci bywają znacznie cięższe, a jeszcze trudniejsze — sytuacje kobiet, które zaryzykowały założe­nie z nimi rodziny.

ZŁAPANIE W PUŁAPKĘ ZACHŁANNEJ MIŁOŚCI

celos

Dziecko otrzymuje w dzień pierwszej komunii magnetofon stereofoniczny i złoty zegarek, w szkole nosi wyłącznie zagraniczne ubrania, na śniadanie przynosi przysmaki, które są tak drogie, że przeciętnie zarobkujących ludzi nie stać na nie. Wyróżnia się spośród innych nie tylko tym, co posiada, ale także skalą rosnących luksusowych potrzeb, których prawdopodobnie w przy­szłości nie będzie mogło zaspokoić własną uczciwą pracą. Jak długo żyje kochająca i zachłanna matka, dziecku niczego nie zabraknie. Znam taką siedemdziesięciopięciole­tnią kobietę. Zarabiając sprzątaniem, pracuje od dwunastu do czternastu godzin dziennie, ale dzięki temu jej pięć­dziesięcioletni syn ma czwarty samochód, a także zapas pieniędzy, których mu pewno wystarczy do końca życia. Matka, obdarowując go przez pół wieku, uczyniła z niego na całe życie zależnego od niej zgorzkniałego chłopca, którego poza nią nikt nie akceptuje. Kosztowne podarunki umacniają i utrwalają pełną zależność, zamykając drogę do życiowej dojrzałości. Prześledźmy losy człowieka schwytanego w pułapkę zachłannej miłości. Dziecko, zamiast stopniowo przygoto­wywać się do samodzielnego życia w złożonym i wielo­rakim świecie, żyje pod kloszem matczynej opieki, izo­lowane od tego wszystkiego, co w przyszłości powinno stanowić o jego dojrzewaniu. Jeżeli jest wybitnie zdolne w jakimś kierunku, osiąga względnie wysoki poziom wy­kształcenia. Jeżeli chory jest mało zdolne, matka w mniej lub bardziej uczciwy sposób przepycha je przez szczeble szkoły, winiąc za jego niepowodzenia życiowe nauczycieli i złych kolegów.

SCHWYTANI W PUŁAPKĘ

Angry child is lying on the floor

Spotykałam ludzi schwyta­nych w pułapkę zachłannej i władczej miłości, ludzi nie zdających sobie sprawy z tego, co się im przydarzyło. Spotykałam też matki nieszczęśliwe i nieświadome tego, co spowodowały. Hasło: „Dziecku trzeba dać wszystko” ma dwa pod­stawowe warianty, które czasem występują osobno, a cza­sami razem. Może ono oznaczać, że dziecko wymaga całkowitej koncentracji i wyrzeczenia, chory nieustannej opieki i czujności, dzięki czemu nigdy się nie przewróci, nie nabije guza, nie opuści żadnego posiłku, nie dotknie brudnego przedmiotu, nie zetknie się z zarazkami, a później nie ubierze się samo, nie weźmie samo jedzenia, nie zrobi nic dla siebie ani dla innych, a jeszcze później stanie się centrum świata, świat zaś wypełni wszechwładna, wszech­wiedząca matka, która chory bezmiarem swej niekontrolowanej miłości wyzwoli z wszelkich trudów i obroni przed każdym zagrożeniem, walcząc jak lwica bez względu na to, co wskazują racja i zdrowy rozsądek.Hasło: „Dziecku trzeba dać wszystko” może oznaczać dawanie wszystkich przedmiotów, jakich ono zapragnie. Postawa, która takie postępowanie motywuje, ma zazwy­czaj charakter kompensacyjny i niekiedy przejawiają ją oboje rodzice, jeśli pochodząc z warstwy społecznej niżej sytuowanej, awansowali lub zyskali możliwość względnie wysokich zarobków, lecz ciągle mają w pamięci skromne dzieciństwo. Pragną, by ich dziecko miało nie tylko wszyst­ko, czego zechce, ale więcej niż jego rówieśnicy, by wyróż­niało się spośród innych w sposób widoczny tym, co posiada.

ZASOBY UCZUĆ

58131_uczucia_ludek_3d

Najgorzej dzieje się w śro­dowiskach dobrze sytuowanych materialnie, w których brak czasu i uczuć dla dziecka jest opłacany nadmiarem pieniędzy, a obowiązek nakazuje izolować od złego towa­rzystwa, skazując na głęboką samotność. Czasem bunt okresu dojrzewania i pierwsza miłość mogą umożliwić wydobycie się z pułapki zastawionej przez „drucianą mat­kę”. Jednak jest ona odpowiedzialna za kształtowanie okaleczonych uczuciowo ludzi. Jest jednak i druga, nie mniej obciążająca forma patolo­gii uczuć rodzinnych. Dziecku nie wystarczy do prawid­łowego rozwoju miłość macierzyńska. Niezbędna mu jest mądra miłość. Miłość świadoma tego, jakie skutki dać mogą człowiekowi nadmiary nie kontrolowanych przez rozsądek uczuć i nadmiary opieki, prowadzące czasem do całkowitego ubezwłasnowolnienia, chory do odebrania zdolności prowadzenia samodzielnego życia. Takie nie kontrolowane nadmiary uczuć dźwigają na sobie najczęściej jedyni synowie samotnych matek, czasem również i córki, ale i jedynacy w rodzinie pełnej, w której kobieta niezaspokojona uczuciowo w małżeństwie koncen­truje cały swój potencjał emocjonalny na dziecku. Pragnie obdarzyć je wszystkim, wyręczyć w obowiązkach, dać mu siebie, całą i bez reszty, a także zaspokoić wszystkie jego potrzeby i zachcianki, z wyjątkiem jednej życia na własny rachunek. Niekiedy zasoby uczuć i zachłanność uczuciowa kobiety bywają tak duże, że wystarczy ich nie tylko dla jedynaka, ale i dla liczniejszego potomstwa. Potrafi ona traktować dorosłe, a nawet wyraźnie starzejące się dzieci jak nie odłączone od piersi niemowlęta, które są niezdolne do samodzielnych działań i decyzji, poddane na zawsze władzy macierzyńskiej.

STARSZE DZIECI


W stosunku do dzieci starszych, zwłaszcza w stosunku do chłopców, obowiązują powściągliwość i rezerwa, służą­ce temu, by wyhodować silnego człowieka.W stosunkach między dorosłymi istnieją określone kon­wencje, zgodnie z którymi nadmierne okazywanie uczuć jest przyjmowane jako egzaltacja lub śmieszność. I tylko w stosunkach erotycznych objawy uczuć stały się upraw­nione, chociaż i tutaj wspólne dążenie do zaspokojenia seksualnego może się odbywać bez czułości.Wobec ludzi starych, którzy potrzebują nie mniej czuło­ści niż dzieci, w najlepszym wypadku jest zachowywana troska o zaspokojenie ich fizycznych potrzeb. Jest więc prawdopodobne, że sfera uczuć nie może się w człowieku rozbudzić w późniejszym wieku, ponieważ układy i wzory społeczne kontynuują dzieło chory rozpoczęte przez „drucianą matkę”. Zadania stawiane przed człowie­kiem dorosłym, a czasem bezwzględna walka o byt obfitują w uczucia negatywne, w niechęć i zazdrość, wynikające z rywalizacji.Jeżeli jednak dziecko nie kochane przez rodzinę w pierw­szych latach dzieciństwa wcześnie włączy się w inne grupy powiązane więzią sympatii, ma szansę nauczyć się współ­ życia, współdziałania i wzajemności uczuć. W rodzinach biednych i wykolejonych społecznie dzieci „drucianych matek”, kiedy zaczynają samodzielnie chodzić, są wygania­ne na podwórko. Między nie dość kochanymi i prze­szkadzającymi w domu tworzą się grupy przyjaciół. Wśród tych grup zdarzają się takie, które zastępują dom rodzinny i umożliwiają rozwój uczuciowy.

SKRAJNE SYTUACJE


Mogą się jednak zdarzyć takie sytuacje skrajne, w których nie chciane dziecko jest pozbawione serdeczności całego otoczenia. Nie wiem, w jakim stopniu teoria efektów „drucianej matki” jest prawdziwa. Jeśli by w pełni była, przesądzałoby to o  tragicznej i niezawinionej nierówności między ludźmi, nie związanej z rozwarstwieniem społecznym ani z miejscem, w jakim życie człowieka postawiło. Można by wówczas powiedzieć, że już we wczesnym dzieciństwie zapada na człowieka wyrok, czy będzie on bogaty wewnętrznie, zdolny do osiągania pełni w życiu uczuciowym, do przeżywania tragizmu życia, ale też do dawania i przeżywania szczęścia, które można osiągnąć w ciepłej bliskości z ludźmi, czy też został skazany na to, że tej — chyba najważniejszej — sfery człowieczeństwa będzie na zawsze pozbawiony. Chory nie można kwestionować rzetelnych obserwacji, na pod­stawie których stwierdzono, iż pierwsze trzy lata życia mają decydujący wpływ na rozwój uczuciowy człowieka, i wynikającej z tego twierdzenia wielkiej odpowiedzialności rodziców za kształt tworzącej się ludzkiej osobowości, a tym samym i dalszych losów dziecka. Można natomiast i warto zastanowić się nad tym, czy wyrządzona krzywda jest rzeczywiście nieodwracalna i czy są sposoby, które by pozwoliły ją chociaż częściowo naprawić. Badania, na podstawie których sformułowano twierdze­nie, że zahamowana sfera uczuć nie da się już rozwinąć w późniejszym wieku, prowadzono w ramach kultury, której wzory ograniczają wiele objawów życia uczuciowego zarówno w stosunku do dzieci starszych, jak i w stosunku do ludzi dorosłych oraz starych.

OBSERWACJA GRUP DZIECI


Obserwacja takich grup dzieci doprowadziła do stwierdzenia, że rozwój uczuciowy czło­wieka kształtuje się przede wszystkim w ciągu pierwszych trzech lat jego życia, pod wpływem czułych kontaktów, na które dziecko zaczyna reagować i które odwzajemnia. Obojętna, zimna, egoistyczna matka o słabo rozwiniętym instynkcie macierzyńskim może doprowadzić u swego dzie­cka do zahamowania rozwoju sfery uczuć, spowodować zaburzenia emocjonalne i wyhodować psychopatę.Istnieje przypuszczenie, że okres pierwszych trzech lat życia nie tylko współdecyduje o rozwoju uczuciowym czło­wieka, ale o nim decyduje. Jeśli teza ta jest prawdziwa, to we wczesnym dzieciństwie następuje niezwykle ważne zróż­nicowanie ludzkiej zbiorowości, które wyrokuje o tym, iż dzieci „drucianych matek”, nie zaznając miłości i ciepła w dzieciństwie, chory są już niezdolne do rozwoju uczuć w toku całej swojej biografii. Ci spośród nas, którzy są zimni uczuciowo i niewrażliwi, nasiąkli tym chłodem w sposób niezawiniony, lecz spowodowało to, iż różnią się zasad­niczo od innych. A różnica taka może przesądzać o całym życiorysie, o kontaktach z innymi i o trudnościach we współżyciu.Na szczęście dla ludzi „druciana matka” nie jest jedyną osobą mającą kontakt z małym dzieckiem, tak jak działo się to u małp. Chłód uczuciowy matki może być kompen­sowany ojcowskim ciepłem, ciepłem dziadków i innych członków rodziny, okazujących żywiołową serdeczność małemu dziecku.

JEDEN Z EKSPERYMENTÓW

ile-dzieci-moze-liczyc-grupa_343448

Jeden z dokonanych eksperymentów psychologicznych stanowi przyczynek do wyjaśnienia uczuciowego chłodu i jego konsekwencji wychowawczych. Przedmiotem badań były małpie rodziny. Małe małpięta wkrótce po urodzeniu podzielono na dwie grupy. Część pozostawiono pod opie­ką matek, część powierzono „drucianym matkom” — skonstruowanym z drutu atrapom naśladującym dokład­nie małpią matkę. Małpięta wychowywane w warunkach naturalnej i ciepłej opieki macierzyńskiej rozwijały się no­rmalnie, wytwarzały się szybko więzi uczuciowe między matką i małymi, a także między małpimi dziećmi. Wyras­tały z nich małpy normalnie funkcjonujące w małpiej grupie.U małpek zostawionych z drucianą atrapą od początku nastąpiło zahamowanie rozwoju sfery emocjonalnej. Dzieci nie nauczyły się reakcji chory uczuciowych, nie posiadały zdolno­ści nawiązywania kontaktów z innymi istotami ani zdolno­ści współżycia z grupą. Druciana matka okazała się być receptą na hodowlę małpich psychopatów o zaburzonej na zawsze sferze uczuć.Eksperyment ten stanowił etap w badaniach mechaniz­mów kształtowania się ludzkich uczuć. Nie było potrzebne konstruowanie człowieczych matek z drutu. Wystarczyło wziąć pod obserwację dzieci wychowywane przez ciepłe, kochające matki, którym instynkt macierzyński dyktował codzienną troskę o dziecko i fizyczne objawy czuło­ści, oraz dzieci, których matki zapewniały tak jak i tamte wszystkie podstawowe potrzeby, a tylko skąpiły im miłości wyrażanej fizyczną, ciepłą bliskością i stałym bezpośrednim kontaktem.

PATOLOGIE UCZUĆ RODZINNYCH


Ich zaburzenia godzą w podstawowe wartości życia rodzinnego i stanowią ostre, czasem bardzo ciężkie zagrożenia dla prawidłowego rozwoju uczuciowego dzieci. Mam na myśli przede wszystkim dwa krańcowe rodzaje patologii uczuć chłód uczuciowy i zachłanną miłość. Odpowiedzialność za rodzinę podejmuje dwoje ludzi. W dawnych, tradycyjnych układach kobieta była tą osobą, która znacznie żywiej wyrażała swoje uczucie, a mężczyzna był bardziej powściągliwy. Dziś podział ten nie jest już jednoznaczny ani wyraźny. Bywa różnie. Zdarzają się chło­dne uczuciowo kobiety i bardzo ciepli mężczyźni, objawia­jący serdeczność wobec żony i znacznie cieplej niż ona traktujący dzieci. W takiej sytuacji dzieci również są wypo­sażone w niezbędne do ich prawidłowego rozwoju uczucia.Zdarzają się też kobiety gorące uczuciowo, które chory czują się nieszczęśliwe we współżyciu z mężczyzną pozbawionym uczuć lub zdolności ich wyrażania. Te nadmiary niepo­trzebnej i nieodwzajemnionej miłości mogą się zdegenerować, a przekraczając normalną miarę, szukają rozładowa­nia w nie kontrolowanej rozumem zachłannej miłości wo­bec dzieci. Zarówno chłód uczuciowy, jak i uczuciowa zachłanność zakłócają normalne funkcjonowanie rodziny i obciążają następne pokolenie, przesądzając nawet niekie­dy o niepowodzeniach całego życia. Dzieci złapane w pu­łapkę patologicznych uczuć borykają się z tym balastem i potrzebują bardzo troskliwej pomocy, by się przed nim obronić. Chciałabym prześledzić narastanie tych groźnych odchyleń i ich konsekwencje życiowe.

POTRZEBA GŁĘBOKIEJ MIŁOŚCI


Trzeba głębokiej miłości do drugiego człowieka, żeby z niego zrezygnować dla jego dobra. A także trzeba wielkiej miłości własnej, żeby sobie nie pozwolić na uczucie nienawiści, które dla osobowości jest jeszcze bardziej niszczące niż zazdrość. Człowiek zdezorganizowany wewnętrznie zazdrością i nie­nawiścią zatraca własne człowieczeństwo, pozwala sobie na to, by się poddać, by ulec degradacji, by zatracić ważną wartość własnej osobowości.Rodzina decyduje w bardzo dużym zakresie o cało­kształcie życia człowieka. To, co otrzymujemy od rodziny w dzieciństwie i wczesnej młodości, może stać się bogact­wem, do którego zasobów sięgamy w toku całego życia. Może jednak stanowić obciążenie, balast życiowy, z które­go tylko wielkim wysiłkiem można się wyzwolić. Większość czytelników dopiero niedawno zaczęła wchodzić w samo­dzielne życie. Ci, którzy wkrótce założą własne rodziny, podejmują obowiązki wobec następnego pokolenia i od­powiedzialność za to, jak ich dzieci zostaną chory przygotowane do życia. Dlatego warto zastanowić się nad otrzymanym od rodziców bogactwem godnym kultywowania w następ­nym pokoleniu, a także nad balastem, o ile został przeka­zany, którego trzeba się pozbyć. W tych rozważaniach pragnę się skoncentrować na spra­wie uczuć rodzinnych. One bowiem stanowią podstawę więzi między kobietą i mężczyzną oraz między rodzicami i dziećmi. Ciepłe i mądre uczucia rodzinne są wielkim bogactwem.